Pamiętam dzień, w którym spakowałem 2 walizki i wsiadłem do pociągu będąc życiowym bankrutem. Pociąg zatrzymał się na stacji Świebodzin. Stamtąd przesiadłem się do autobusu, który zawiózł mnie do Jordanowa. I jeszcze kilka kilometrów pieszo przez las z ciężkim bagażem i permanentnymi myślami by odebrać sobie życie. Tak dotarłem do zakładu psychiatrycznego, gdzie spędziłem 2 lata. Przegrałem wszystko, by wygrać wszystko!